Wyszczególnione wpisy

Wpisy

poniedziałek, 17 lipca 2017

Make bento, not war! #177

Bento

Dzień dobry,

Mam dla Was świeżą dostawę pudełeczek pełnych pysznego jedzenia. Tym razem jest ich troszkę mniej, bo Połówek ze względu na inne godziny pracy zabierał ze sobą każdego dnia tylko jeden lunchbox. W dalszym ciągu jestem na etapie pozbywania się nagromadzonych zapasów. Okazało się, że mam jeszcze w piwnicy sporo słoiczków dżemów, frużeliny i różnej maści sosów. Muszę szybko się tego wszystkiego pozbyć, aby zrobić miejsce na nowe przetwory. Mam kilka nowych pomysłów na domowe wytrawne sosy i sałatki, ale za nie zabiorę się dopiero w drugiej połowie sierpnia. 

Korzystając z okazji, zapraszam Was też do śledzenia fanpage'u Make bento, not war! na Facebooku. Codziennie znajdziecie tam przepisy na potrawy, które fajnie sprawdzają się jako drugie śniadanie w szkole i w pracy. 


PS. W weekend na talerzach królowała u nas kuchnia włoska, wracam więc z koncepcją wpisów z menu tematycznym. Skoro mam już małą bazę zdjęciową, mogę zabrać się za pisanie. Wpis powinien pojawić się w tym lub przyszłym tygodniu. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu. 


PONIEDZIAŁEK

W poniedziałek Połówek zabrał ze sobą tylko jedno pudełko. W środku niezawodne syrniki. Nie miałam w domu żadnej konfitury, ani letnich owoców, dlatego do pudełka dodałam pokrojonego banana, aby zwiększyć ilość węglowodanów w posiłku.


Do picia woda z cytryną, miętą, porzeczkami i jeżynami. Prawie w ogóle nie piszę Wam o tym, co pijemy poza domem, a być może kogoś to zainteresuje. Połówek codziennie zabiera ze sobą baniak 2,2 l z wodą (przefiltrowana kranówa, akurat wodę z kranu mamy wyjątkowo smaczną). Używa butli z Treca. Jest dość poręczna i wygodna, nie zawiera BPA. Tę butelkę zabiera ze sobą także na siłownię. Wodę butelkową kupujemy bardzo rzadko, głównie gdy jesteśmy na jakimś wyjeździe lub zakupach. 

Obecnie robię wody smakowe, jak na zdjęciu powyżej. Do butelki wrzucam mrożone owoce (robią za kostki lodu), kilka listków mięty z balkonu, cytrynę i wlewam przefiltrowaną wodę. Także obecnie Połówek zabiera ze sobą łącznie 2,7 l wody. Czasem w małej butelce zabiera jakieś zioła lub zieloną herbatę (parzy je wieczorem i rano przelewa do butelki). Na zdjęciu znajduje się butelka z IKEA. 

Z kolei ja najczęściej mam pod ręką wodę (z cytryną/limonką i miętą/melisą), napój z karobu i napoju roślinnego (migdałowego lub kokosowego), zieloną herbatę lub miętę z lukrecją. Ostatnio nałogowo pijam tę ostatnią. 


WTOREK

Bento na wypasie (1400 kcal w pudełku). W środku ryż basmati z groszkiem, kinpira, szpinak z czosnkiem i chili, indyk w panko.


Komentarz:

Wieczorem w poniedziałek Połówek wstawił do ugotowania 150 g ryżu, ja z kolei zajęłam się robieniem kinpiry. Zrobiłam naprawdę sporą porcję z myślą o tym, aby dokładać ją do pudełek przez kilka dni z rzędu. Tak się złożyło, że kinpira była na tyle smaczna, że razem z Połówkiem wyjedliśmy 3/4 zawartości patelni, a do pracy zostało tylko to, co widzicie na powyższym zdjęciu. 

Rano lekko rozbiłam 4 sznycle z indyka, przyprawiłam je solą i pieprzem. Roztrzepałam dwa jajka. Na patelni rozgrzałam odrobinę oleju, wylałam połowę masy jajecznej i usmażyłam cienkiego omleta, którego zawinęłam, gdy nie był jeszcze do końca ścięty. Omlet wylądował na talerzu. Na patelnię wrzuciłam garść szpinaku, smażyłam przez minutę. Na szybko posiekałam duży ząbek czosnku i kawałek chili, dorzuciłam na patelnię, smażyłam przez jakieś 30 sekund. Doprawiłam szpinak solą i przełożyłam do miseczki. 

Patelnię przetarłam papierowym ręcznikiem, wylałam na nią łyżkę oleju. Kotlety zanurzałam w pozostałym jajku, a następnie obtaczałam w panko. Smażyłam na rumiano z obu stron. Panierka panko wymaga użycia troszkę większej ilości tłuszczu, aniżeli w przypadku zwykłej, drobnej bułki tartej. Usmażone kotlety odłożyłam na papierowy ręcznik. Gdy jedzenie przestygło, wszystko pokroiłam i przełożyłam do pudełka. To był bardzo solidny posiłek, dlatego Połówek rozłożył go sobie na dwa razy. Był to akurat posiłek potreningowy.


ŚRODA

W pudełku solidna porcja ryżu z botwinką i bobem, 200 g piersi z kurczaka i jajko ugotowane na pół miękko.

Komentarz:

Ryż ugotował z samego rana Połówek. Ja zajęłam się przygotowaniem reszty. W pierwszej kolejności wstawiłam do gotowania jajka i wrzuciłam na rozgrzaną patelnię mięso (doprawione przyprawą do kurczaka). Bób miałam ugotowany z dnia poprzedniego. Pozostało stworzyć warzywną bazę. Posiekałam kawałek pora, 1 ząbek czosnku, pół czerwonej papryki, łodygę selera naciowego, kilka łodyżek botwinki (bez liści, bo te były klapnięte). Jednego buraczka z botwinki obrałam i posiekałam w cienkie zapałki. Można go też zetrzeć na tartce. Na patelni rozgrzałam 5 g oleju kokosowego, wrzuciłam wszystkie warzywa i smażyłam na średnim ogniu przez około 7 minut. W międzyczasie wyłączyłam jajka i zalałam je zimną wodą, a mięso zdjęłam na papierowy ręcznik i postawiłam na parapecie przy otwartym oknie.

Do warzyw dodałam ryż, wlałam troszkę sosu sojowego, dorzuciłam obrany bób, krótko smażyłam do połączenia. Pod koniec dodałam posiekany koperek i troszkę szczypioru z dymki.


CZWARTEK


Pudełko obfitości vel rozmaitości. W środku ryż, kurczak, imbir marynowany, sałata rzymska, gotowane jajko, rzodkiewki, posiekana dymka i sos sojowy.

Komentarz:

Połówek z samego rana wstawił 200 g ryżu. Wykorzystałam tylko połowę, resztę zostawiłam na kolejny dzień. Zaczęłam od wstawienia jajka i smażenia piersi z kurczaka (przyprawionej mieszanką cajun). W międzyczasie posiekałam warzywa i odmierzyłam sos sojowy. Potem pozostało wszystko złożyć w całość. W pudełku wylądowało tylko pół jajka, bo resztę zostawiłam chłopakom na kolację (nasze zwierzaki). 


PIĄTEK

Kolejny lunchbox obfitości, a w nim to, co zostało w lodówce pod koniec tygodnia: ugotowany ryż jaśminowy, oliwki, jajka, szynka szwarcwaldzka, pomidory, ogórki, rzodkiewki, ajvar.

Komentarz:

Tu pracy było najmniej. Ryż miałam ugotowany z dnia poprzedniego. Wystarczyło odmierzyć ajvar, posiekać troszkę warzyw (ogórek, rzodkiewka, pomidory, sałata rzymska). No i ugotować 2 jajka. 

Które pudełeczka spodobały się Wam najbardziej?

28 komentarzy:

  1. Świetnie wykorzystujesz swoje zapasy - umiesz skomponować kolorowy posiłek ;) A Połówek nie jest zainteresowany wegańskim pudełeczkiem, chociaż raz na jakiś czas? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie nie miałby nic przeciwko, gorzej tylko z dostarczeniem odpowiedniej ilości białka i kalorii, co w jego przypadku jest dość istotne. Może kiedyś zrobię mu wegański tydzień z lunchboxami, ale to już pod koniec redukcji ;)

      Usuń
    2. Wydaje mi się, że wegańskie produkty są dość obfite w białko. W prawdzie nie w Polsce (przynajmniej nie słyszałam) ale są strongmeni weganie, jednak jeśli to miałoby niekorzystnie wpłynąć na stan zdrowia Połówka, to lepiej jeszcze się wstrzymać ;) Takie wegańskie pudełeczka również dla wielu byłyby świetną inspiracją - fajnie gdyby udało się stworzyć chociaż dwa... niekoniecznie tydzień :)

      Usuń
    3. Tyle że Ci strongmani i kulturyści weganie nie zbudowali tych mięśni na produktach wegańskich. Większość z nich jadła mięso, a dopiero później odstawiła produkty odzwierzęce. A spadki i tak są u większości widoczne. Pominę kwestię sterydów, które były w ich przypadku dość istotnym elementem budowania formy.

      Co do diety wegańskiej, to większość produktów mimo dużej zawartości białka (choćby strączki) ma także dużą zawartość węglowodanów, co już nie jest takie prosty przy układaniu jadłospisu. Dlatego jak zobaczysz sobie dietę osób trenujących i będących na diecie wegańskiej, to zauważysz, że białko najczęściej przyswajają z białka w proszku (np. z grochu).

      Usuń
  2. Wyglądają te dania w pudełeczkach jak milion dolarów w złocie!
    Wow! Co za wspaniałe smaki.
    Znów bento w najlepszym wydaniu.
    Pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale pyszności znajdują się w tych pudełkach, aż ślinka cieknie... ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zawsze lubię zawiesić oko na Twoich bento boxach:) i szczerze, to bardzo Cię podziwiam za ich skrupulatne planowanie i przygotowywanie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale zaszalałaś z zawartością pudełek! Wypasione wtorkowe w pierwszej kolejności, ale i środowy ryż z botwinką i bobem i cudowny czwartkowy posiłek. Sama nie wiem, co wybrać, bo wszystko pysznie wygląda. Z niecierpliwością będę czekać na "wytrawne pomysły".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtorek i środa to także moi faworyci :)

      Usuń
  6. Jejku, jak patrzę na te pudełka, to aż ślinka cieknie normalnie :-)Pyszna zawartość :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Fantastyczne, ślinka cieknie na ten widok :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię Twoje uporządkowane lunchboxy, a spośród tych wybieram syrniki i ryż z botwinką i bobem (na jutro mam coś podobnego - kaszę gryczaną z botwinką, groszkiem (zapomniałam kupić bób) i natką pietruszki :)
    I podoba mi się bardzo ta woda smakowa ;))

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak zwykle garść apetycznych propozycji :) Nigdy nie robiłam panierki panko - zaciekawiłaś mnie ją :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Posiłki w pudełeczkach jak zawsze pożywne i pięknie skmponowane :) Uwielbiam <3 Jest się czym u Ciebie inspirować :D A od smakołyków z weekendowego stołu ciężko oderwać wzrok :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo apetycznie wyglądają - pysznie i kolorowo :) Super!

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak opisujesz robienie tych pudełeczek, to wszystko jest takie proste i szybkie w przygotowaniu. Dzisiaj najbardziej podobało mi się ostatnie, ale wszystkie są ciekawe :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ostatnio zrobiłam pudełko z placuszkami bananowymi - pycha :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja w tym roku nie robię chyba żadnych słoiczkowych zapasów - troszkę mam z zeszłego roku, ale przede wszystkim nie ma mnie w rodzinnym domu, u siebie nie mam jak je zrobić, a mamie nie chcę dokładać roboty :(
    A to zdjęcie z nakrytym stołem - rewelacyjne, ale bym się przyłączyła do uczty! :)

    Najbardziej podobają mi się syrniki i ryż z botwinką - bardzo apetyczne :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ale uczta dla oczu + zakochałam się w tej czarnej desce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To taca z łupka. Bardzo wygodna w użyciu.

      Usuń
  16. My bierzemy pudełko z syrnikami xD Ale reszta również robi wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Hej, mam pytanie odnośnie lunchboxów. Wyjeżdżam wieczorem o 23, noc spędzam w autobusie, a następny dzień będę w miejscu gdzie wolałabym nie wydawać na obiad. Czy jeśli późnym popołudniem przygotuję pudełko, to następnego dnia po kilkunastu godzinach w torbie wciąż będzie dobre? Jakich produktów lepiej nie pakować do boxa? I kolejne pytanie. Na wakacjach mamy zapewnione śniadanie i bardzo późną obiadokolację (około 18-21). Między tymi posiłkami wpadnie często jakieś lokalne żaryłko, ale wiadomo nie codziennie. W takich dniach wolałabym nie wylądować w KFC, bo zbyt regionalne (ani smaczne) to nie jest. Jakie jedzenie mogę zabrać? Oczywiście pierwsze na myśl przychodzą wafle/pieczywo chrupkie i z pewnością je wezmę, ale są to typowe zapychacze i paczka jest dla mnie niewystarczająca. Myślałam o zdrowych batonikach (bez czekolady), owocach (jabłka, banany), pomidorach koktajlowych, kabanosach, parówkach (Biedronka i Lidl oferują czysciutkie mięska bez E), paczuszkach z bakaliami (w rozsądnych ilościach). Masz jeszcze jakieś pomysły? Na miejscu mam lodówkę, ale brak możliwości gotowania. I jak myślisz czy mogłabym zabrać słoik z hummusem/pasztetem. Przecież w sklepach wytrzymuje🤔

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli jedzenie zrobisz dzień przed, to nic mu się nie stanie. Oczywiście wiele zależy od samego jedzenia i tego jak będziesz je transportować. Polecam torbę termiczną plus wkłady, jeśli nie masz tej pierwszej, to same wkłady. Obłóż nimi pojemnik, aby obniżyć temperaturę. Nie zabieraj przetworów mlecznych (nabiał w podwyższonej temperaturze szybciej fermentuje), niedosmażonego mięsa, jajek na miękko. Polecam lekturę mojego artykułu KLIK. Masz tam opisane, jak przewozić, co pakować, a czego nie.
      Ja mam podobne warunki, gdy jeżdżę do Kazimierza. Na miejscu jest lodówka (plus mikrofalówka, ale z tej nie korzystam). Sporo rzeczy robię wcześniej i zabieram ze sobą. Spokojnie możesz zrobić hummus lub pasztet. Hummus najlepiej klasyczny, bez warzywnych dodatków typu szpinak czy brokuły, bo psuje się szybciej. Najlepiej go zjeść do 3 dni od przygotowania. Ja robię często leczo, piekę dla Połówka piersi kurczaka ze śliwką (TU masz przepis), pieczoną pierś indyka, zabieram warzywny paprykarz, wspomniany hummus, świeże warzywa, które mogą stać poza lodówką (pomidory, ogórki, cebulkę). Na drogę robię zazwyczaj sałatki na bazie ziemniaków, ryżu, kaszy. Z rzeczy, które mi przychodzą do głowy, możesz zabrać:
      - batoniki owsiane z bananem - po przyjeździe przełóż je do lodówki
      - muf finki owsiane - po przyjeździe przełóż je do lodówki
      - batoniki bez pieczenia - mogą stać poza lodówką, zjedz je w przeciągu tygodnia
      - - bez dodatku owoców i nadzienia może stać poza lodówką zawinięty w woreczek
      - wszelkiej maści ciastka domowej roboty, ciasta bez kremu i galaretki, bezy, na blogu masz przepis na dwuskładnikowe ciastka owsiane
      - pasztet na kanapki, pieczone mięsa, kabanosy (dobre składowo są w Biedronce z Konspolu)
      - pumpernikiel
      - możesz zabrać ze sobą kuskus i robić sałatki
      - pieczone owsianki - na blogu masz kilkanaście przepisów (te z twarogiem będą szybciej się psuły)
      A jeśli mają to być gotowce, to jak wspominałaś kabanosy, salami, puszkowane ryby (o dziwo można znaleźć i takie o wzorcowym składzie), bakalie, kanapki (skoro jest lodówka to nie problem). Jeśli upieczesz wcześniej mięso, to możesz robić jakieś sałatki z kuskusem i warzywami. Ewentualnie z puszkowanymi strączkami. Wystarczy zabrać ze sobą deskę do krojenia i nóż.

      Usuń
    2. Nie podlinkował mi się:
      - omlet biszkoptowy - bez dodatku owoców i nadzienia może stać poza lodówką zawinięty w woreczek

      Usuń
    3. Dzięki za tak obszerną odpowiedź 😊 Z pewnością skorzystam. No cóż, chyba idę gotować, jeśli mam się wyrobić 😁

      Usuń
  18. Uwielbiam Twoje przepisy, tylko ten olej kokosowy! Podaję link do ciekawej strony pana Różańskiego:
    http://rozanski.li/1253/tluszcz-olej-kokosowy-kokosfett-coconut-oil-jako-skladnik-lekw-pokarm-i-pasza-nieco-o-przemianach-tluszczw/.
    Pozdrawiam smacznieletnio ;)
    Katarzyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, z większością rzeczy (a z kwestiami zdrowotnymi i dietami szczególnie) jest tak, że Ty mi pokażesz 100 badań, które potwierdzają teorię X, a ktoś inny pokaże 100 innych badań, które ją obalają. Będziemy się spierać w nieskończoność, a każdy i tak będzie wiedział swoje ;)

      Ładna puenta artykułu - postawić na umiar i różnorodność. Bo nie taki olej kokosowy święty jak o nim mówią, podobnie jak z olejem rzepakowym (jak przekonują wielkie koncerny). Nawet najzdrowszy produkt zaszkodzi nam, jeśli będziemy go spożywać w nadmiarze. Także przede wszystkim UMIAR :) Pozdrowienia!

      Usuń

Dziękuję za pozostawione komentarze. Będzie mi miło, jeśli podzielisz się swoimi spostrzeżeniami na temat przepisów zamieszczonych na stronie.

TOP